21.04.2019

iv. i’m snape, don’t talk to me

— To było fajne... Pomijając te sześć czy siedem razy, kiedy myślałam, że umrzemy — powiedziała Hermiona, idąc za śmiejącymi się Syriuszem, Remusem i Peterem.
— Powinnaś być przy Wielkiej Bitwie na Jedzenie sprzed trzech lat, wtedy zobaczyłabyś, co to znaczy „fajne" — parsknął Peter.
— „Wielka Bitwa na Jedzenie", czyli dlaczego McGonagall zabroniła Dumbledore'owi używać motywującego zwrotu „celuj między gwiazdy" — dodał Remus, z politowaniem przyglądając się Syriuszowi, którego otaczała aura samozadowolenia.
— Heroino, powiedz mi — odezwał się Syriusz po chwili milczenia — cóż takiego sprowadza cię w nasze skromne progi i czemuż to postanowiłaś do nas dołączyć akurat teraz?
— Zależy mi na dobrym przygotowaniu się do owutemów.
Syriusz wydał z siebie dźwięk bliżej nieokreślony.
— Nauka? — spytał, dramatycznie przykładając dłoń do piersi.
Muszę was uratować.
— Nauka — powtórzyła za nim. — Hogwart ma dobrą opinię, prywatne lekcje to jedynie marny substytut tego, czego mogę się nauczyć tutaj. Biblioteka...
Lecz przerwało jej nagłe szarpnięcie szaty gdzieś z tyłu. Peter zakleszczył dłoń na jej rękawie i znacząco spojrzał na schody, które powoli zaczęły się przesuwać, całkowicie zmieniając trasę.
— Musisz bardziej uważać.
Faktycznie zapomniała. Zapomniała o ruszających się schodach, nazbyt często krzyżujących drogę jej, Harry'emu i Ronowi. Serce Hermiony zapadło się nieprzyjemnie. Te wszystkie miłe wspomnienia oraz szkolna rutyna wydawała się jej tak odległa.
— Będziecie tak stać jak kołki, czy może pozwolicie innym przejść?
— Smarkerus! — krzyknął radośnie Syriusz. — A już miałem nadzieję, że odpuściłeś sobie ostatni rok. Cóż, nie można mieć wszystkiego...
— Przecież masz bandę skretyniałych przyjaciół i rodzinę, która tobą gardzi, czego chcieć więcej?
Remus złapał Syriusza, nim ten zdążył rzucić się na wysokiego czarodzieja z pięściami.
Profesor Snape... Choć raczej nie „profesor", a po prostu „Snape" uśmiechał się w ten swój specyficzny sposób, arogancki i pełen wyższości, i Hermionę przepełniły mieszane uczucia. Logicznie rzecz ujmując, wiedziała, że Snape nie urodził się jako trzydziestoletni mężczyzna z przetłuszczonymi włosami do ramion, pomarszczonym czołem i z surdutem zapiętym pod szyję, jednak możliwość faktycznego zobaczenia go jako nastolatka wydawała się jej być nie na miejscu. Zupełnie tak, jakby stanąć twarzą w twarz z młodym Dumbledore'em.
Hermionę załaskotało to niekomfortowo.
— Panowie — odezwał się Remus, gdy atmosfera stała się tak ciężka, że można było ją kroić nożem. — To nie jest ani miejsce ani czas na słowne potyczki.
— Głos rozsądku domu Lwa przemówił — zaśmiał się Snape.
— I dobrze, bo gdyby nie on, już dawno zbierałbyś zęby z podłogi. — Syriusz splunął na buty Ślizgona i wszedł na ruchome schody, które ni stąd ni zowąd pojawiły się na swoim miejscu. — Chodźcie, James pewnie na nas czeka. Hermiono? Idziesz? — zawołał, gdy dziewczyna nie ruszyła wraz z nimi.
— Daj mi chwilę.
Syriuszowi najwyraźniej nie spodobała się jej odpowiedź, bo jego usta wykrzywiły się w brzydkim grymasie, ale nie naciskał i po niespełna sekundzie Hermiona i Snape zostali sami.
— Cześć, jestem... — Lecz nie dokończyła, bo Snape prychnął głośno.
— Wiem, kim jesteś.
Serce zabiło jej szybciej. On też wiedział? Czyżby plan Gryfonki spalił na panewce, nim w ogóle zdążyła go wcielić w życie?
— Byłem na ceremonii przydziału, nie musisz mi się przedstawiać. — Odetchnęła z ulgą. — Nie musisz również zawierać przyjaźni z każdą napotkaną, Bogu ducha winną osobą. To, że Black i jego przygłupia zgraja wzięli cię pod swoje skrzydło nie znaczy, że wszyscy będą chcieli za tobą latać. Dlatego radzę na przyszłość, nie zaczepiaj mnie, nie odzywaj się do mnie, najlepiej nie oddychaj w moim kierunku.
Zważywszy na okoliczności, nie znalazła w sobie siły na poważne potraktowanie słów Snape'a, dlatego jej jedyną reakcją był niepohamowany śmiech. Śmiała się tak głośno i tak długo, aż inni uczniowie zaczęli zwracać na nią uwagę, niektórzy nawet wytykali ją palcami, lecz ona miała to w głębokim poważaniu, bo oto właśnie stał przed nią postrach Gryfonów, oślizły nietoperz z lochów, najgorszy nauczyciel, jaki kadra Hogwartu mogła sobie wymarzyć, zachowujący się jak zwykły dzieciak. Było to jednocześnie komiczne i żenujące i w pewnym momencie Hermionie zrobiło się go żal, gdy patrzył na nią tym nierozumiejącym wzrokiem, gdy jego groźne spojrzenie i ton nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia.
Otarła łzy, które nie wiedząc kiedy napłynęły jej do oczu i zakaszlała obscenicznie.
— No i z czego się śmiejesz? — warknął, rozglądając się na boki.
— Zabawny jesteś. A nie sądziłam... — Na szczęście w porę ugryzła się w język, zmieszanie maskując próbą zaczerpnięcia powierza. — Nie, na prawdę, to ci się udało. Ta aura tajemniczości dodaje wdzięku.
— To nie było na pokaz — oburzył się jawnie. — Zostaw mnie w spokoju, wyjdzie ci to na dobre.
— A co mi zrobisz? Przeklniesz mnie? Uwierz, nie ma klątwy, przed którą nie umiem się obronić.
— Obyś nie musiała trafić na taką, która cię zaskoczy. Do nie widzenia.
— Jeszcze się spotkamy! — krzyknęła za nim, gdy ten oddalił się w kierunku lochów.
— Oczywiście, że się spotkamy, chodzimy do tej samej szkoły!
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER